‘Renegat’ w dłoni, i nie straszne mi dzisiejsze uczelniowe zajęcia. Pierwsze dwa rozdziały utwierdziły mnie w przekonaniu, że dobra książka warta jest swojej ceny, oczywiście ‘Renegat’ został już przeze mnie zaliczony do tych dobrych.
Kolejny dzionek, kolejne dziwne myśli od rana, z delikantą nutą dekadencji //cokolwiek by to miało znaczyć.
Chyba już niedługo dostanę licencję. Na zabijanie czasu. Bez ograniczeń. Staje się w tym coraz lepszy.
A tyle rzeczy wisi w powietrzu: projekt (ang, mopg, po, zpi czy jakoś tak. Do tego zbliżające się egzaminy, zaliczenia i wszelkie wredne wynalazki.)
Reasumując, whatever.
//Połaniec. //off.